Malowanie abstrakcyjne nie każdemu trafia do serca
Pamiętam jednego z wykładowców na mojej uczelni – artystę o nazwisku Uładzimir Klimuszka. Jego styl? Abstrakcyjne, geometryczne kształty. Tylko to – i ani kroku w inną stronę. Wtedy patrzyłam na te prace i zupełnie nie rozumiałam, o co chodzi. Dla kogo to jest? Po co? I dlaczego?
A teraz?
Teraz... podziwiam swoje „radosne”, minimalistyczne, naiwne obrazy.Szkoda tylko, że najwyraźniej głównie ja je podziwiam 😆
I nagle pojawia się pytanie: kim jestem, żeby pozwolić sobie na abstrakcję?
Nie mam znanych rodziców, nie mam zespołu PR-owców, nie zasłynęłam dziwnymi wybrykami, nie jestem bohaterką, nie siedziałam nawet w więzieniu, jak to czasem bywa wśród Białorusinów...
Co więcej – o zgrozo – odważyłam się przenieść do innego kraju, nie tego, w którym się urodziłam!
A jeśli to czyta moja przyszła ja...
Być może nadejdzie dzień, kiedy moja abstrakcja znajdzie swoich ludzi.Ponieważ na tej planecie, z milionami dusz, moi ludzie na pewno istnieją. Wiem to.Być może jeszcze się nie spotkaliśmy, być może przeglądają teraz coś innego... ale gdzieś tam są.A kiedy w końcu spojrzą na moje prace i poczują to samo, co ja czuję, kiedy maluję — będzie to tego warte.
Ale na dziś mam plan: chcę tchnąć trochę realizmu w swoje abstrakcje.
Comments